czwartek, 29 lipca 2010

Zabezpieczenie hipoteczne pożyczki

Zapytano mnie, czy bank chętniej udzieli kredytu pod hipotekę mieszkania czy może raczej pod hipotekę działki. I w drugą stronę, czy udzielając pożyczki prywatnej lepiej jest mieć zabezpieczenie hipoteczne na mieszkaniu czy na działce. Moja odpowiedź brzmi - działka niezabudowana jako zabezpieczenie hipoteczne rządzi! Tzn. moim zdaniem, bo jakie są tendencje bankowe, tego nie sprawdzałem.

Jeżeli kredyt albo pożyczka (w tym prywatna) nie zostanie spłacona, wierzyciel może po uzyskaniu tytułu wykonawczego skierować do komornika wniosek o wszczęcie egzekucji z nieruchomości na której ma hipotekę. Jest jeden poważny problem jak idzie o skuteczność licytacji nieruchomości zabudowanych które są zamieszkałe (a zwykle są zamieszkałe). Nowy właściciel który nabył nieruchomość na licytacji nie może pozbyć się jej lokatorów (często byłego jej właściciela) dopóki nie wskaże im lokalu zastępczego spełniającego minimalne standardy. A z lokalami zastępczymi jest problem, brakuje ich. Dlatego w wielu przypadkach zamieszkałe nieruchomości zniechęcają potencjalnych licytantów i może się okazać że licytacje nie dojdą do skutku. Ten impas może trwać latami, gdyż po pierwszej i drugiej bezskutecznej licytacji nieruchomości postępowanie egzekucyjne do takiej nieruchomości umarza się i ponowna egzekucja do nie jest możliwa dopiero po roku. W przypadku działki pod zabudowę albo gruntów ornych oczywiście ten problem odpada i tego rodzaju nieruchomości cieszą się znacznie większym popytem na komorniczych licytacjach. Nie tylko bank może być wierzycielem hipotecznym. Pożyczki pod hipotekę może udzielić także osoba prywatna i jest to bardzo wskazane zabezpieczenie. Osobom prywatnym trudniej sprawdzić wiarygodność finansową pożyczkobiorcy, a poza tym najczęściej nie mają wiedzy jak tego dokonać i w ogóle nie orientują się jak bardzo jest to ważne. I często okazuje się potem, że pożyczki nie sposób odzyskać od niewypłacalnego (bez majątku i dochodów) pożyczkobiorcy.

Etykiety: , , , , , , ,

niedziela, 25 lipca 2010

Tylko pożyczki pod zastaw!

Wygląda na to, że prywatne pożyczki cieszą się coraz większym zainteresowaniem. zarówno ze strony osób potrzebujących zaciągnąć pożyczkę jak również ze strony osób, które takowej są gotowe udzielić i w ten sposób zainwestować swoje oszczędności. W niniejszym wpisie skupmy się na tych drugich a więc na pożyczkodawcach. Potencjalny maksymalny zysk jaki można uzyskać z tytułu prywatnej pożyczki niewątpliwie jest kuszący; maksymalne odsetki jakie można zawrzeć w umowie pożyczki kilkakrotnie (sic!) przewyższają oprocentowanie lokat bankowych. Jednak o ile lokaty bankowe są jedną z najbezpieczniejszych form, inwestowania (a raczej oszczędzania bo trudno tu mówić o inwestycji) o tyle pożyczki niekoniecznie. Rzesze pożyczkodawców nie są w stanie odzyskać choćby części udzielonej pożyczki. Okazało się bowiem że pożyczkobiorca był lub stał się (formalnie niewypłacalny) i nawet komornik nie był w stanie ściągnąć z niego pożyczkowego długu. Tylko pożyczki pod zastaw (np. samochodu pożyczkobiorcy) a jeszcze lepiej pod hipotekę (np. mieszkania pożyczkobiorcy) do minimum ograniczają ryzyko nieodzyskania pieniędzy, choć gwarancji też nie dają. W tym miejscu należy wspomnieć o wekslu, który wiele osób uważa za zabezpieczenie pożyczki i określenie "zabezpieczenie wekslowe" funkcjonuje też w poważnej literaturze branżowej tylko szkodząc, moim skromnym zdaniem. A cóż to bowiem za zabezpieczenie - weksel? Co komu po nakazie zapłaty uzyskanym z weksla (po to bowiem funkcjonuje przy umowach pożyczki) jeżeli okaże się ze dłużnik nie posiada majątku? Komornik nie ściągnie długu a weksla nie można zamienić na pieniądze. Napiszę więc dużymi literami i z wykrzyknikiem- WEKSEL TO NIE JEST ZABEZPIECZENIE POŻYCZKI!

Etykiety: , ,

sobota, 24 lipca 2010

Problem pożyczek społecznościowych

Pożyczki społecznościowe znane też jako pożyczki między ludźmi (oraz z ang. social lending) to pożyczki o relatywnie o niewysokich wartościach. Zapewne chwali je sobie wielu pożyczkobiorców ale niekoniecznie też pożyczkodawcy. Pomijając fakt, co to za śmieszna inwestycja - udzielenie pożyczki w kwocie 500 zł. Tak, 500 zł., gdyż wiele zapytań od potencjalnych pożyczkobiorców dotyczy takich mniej więcej kwot. Oczywiście jeśli pożyczkodawca - inwestor udzieli takich pożyczek np. pięćdziesiąt, to robi się łącznie poważna inwestycja ale tez poważny potencjalnie problem, gdy np. połowa z tych pożyczkobiorców nie zwróci pożyczki. Wykluczone? Ależ nie, bo jak najbardziej realne. Jak piszą na portalu www.kredyty.aid.pl i zapewne słusznie piszą znając skądinąd poziom tegoż portalu, żadna firma windykacyjna ani też kancelaria prawna nie podejmie się windykacji tak niskiej kwoty, jest to po prostu nieopłacalne. Trzeba więc, o inwestorze, samemu nauczyć się pisać pozew o zapłatę. Jednak uzyskanie sądowego tytułu wykonawczego a odzyskanie pożyczki to jeszcze nie to samo. Czasem jeszcze długo nie a czasem - nigdy! Tak jest często w windykacji a przynajmniej w takich wypadkach gdy pożyczka nie została w żaden sposób zabezpieczona. Przecież szkoda czasu i fatygi na dokonywanie zastawu czy wpisu na hipotekę pożyczkobiorcy gdy idzie o kwotę kilkuset złotych. I to jest sedno problemu. Nie lepiej więc zamiast rozdrabnia się na ryzykowne pożyczki społecznościowe, ogłosić się jako pożyczkodawca jednej, konkretnej pożyczki w kwocie np. 20 tys. zł.? Pod zabezpieczenie (hipoteczne). I spać spokojnie.

Etykiety: ,